Mandat za brak odpowiedzi na wezwanie z fotoradaru. Warszawscy kierowcy płacą najwięcej, gdy milczą
Warszawscy kierowcy, którzy ignorują wezwania do wskazania sprawcy wykroczenia zarejestrowanego przez fotoradar, muszą liczyć się z konsekwencjami sięgającymi nawet 30 tys. zł. Tyle bowiem wynosi ustawowy pułap grzywny, gdy sprawa trafi do sądu. Tymczasem wielu kierowców w stolicy wciąż nie zdaje sobie sprawy, że samo wyrzucenie pisma do kosza nie kończy sprawy, a wręcz ją pogarsza.
Główny Inspektorat Transportu Drogowego (ITD) wysyła do właścicieli pojazdów pisma z pytaniem, kto kierował autem w momencie wykroczenia. Urządzenie rejestruje bowiem tablicę rejestracyjną, a nie tożsamość kierowcy. Między wykroczeniem a doręczeniem korespondencji mija zwykle kilka tygodni, czasem ponad dwa miesiące, dlatego wielu kierowców otwiera kopertę, nie pamiętając już tamtego przejazdu. W Warszawie takich sytuacji jest szczególnie dużo, bo na Wybrzeżu Kościuszkowskim, ulicy Pileckiego i Ostrobramskiej przy Fieldorfa stoją jedne z najbardziej aktywnych urządzeń w mieście. Termin na odpowiedź to najczęściej 7 dni od odebrania pisma.
Trzy warianty odpowiedzi i trzy różne konsekwencje
Obowiązek wskazania kierującego wynika z art. 78 ust. 4 ustawy z 20 czerwca 1997 r. Prawo o ruchu drogowym (Dz.U. z 2024 r. poz. 1251). Właściciel lub posiadacz pojazdu ma na żądanie uprawnionego organu wskazać, komu powierzył auto do kierowania lub używania w oznaczonym czasie. Ustawa przewiduje jeden wyjątek: obowiązek nie powstaje, gdy pojazd został użyty wbrew woli i wiedzy właściciela przez nieznaną osobę, czemu ten nie mógł zapobiec. W praktyce chodzi o kradzież albo zabranie auta bez zgody, a nie o zwykłe wypożyczenie samochodu znajomemu.
W piśmie z ITD kierowca ma do wyboru trzy warianty. Pierwszy to wskazanie samego siebie i przyjęcie mandatu za wykroczenie zarejestrowane przez urządzenie, czyli przekroczenie prędkości albo przejazd na czerwonym świetle. Do mandatu doliczane są punkty karne. Drugi wariant to wskazanie innej osoby, która prowadziła pojazd, i wtedy postępowanie toczy się dalej wobec niej. Trzeci to zgoda na mandat za samo niewskazanie kierującego z art. 96 § 3 Kodeksu wykroczeń. Za to wykroczenie punktów karnych nie ma, ale grzywna nałożona mandatem może sięgnąć 8 tys. zł, a jeśli sprawa trafi do sądu, ustawowy pułap wynosi 30 tys. zł. Odmowa przyjęcia mandatu oznacza skierowanie wniosku o ukaranie do sądu rejonowego.
Wskazanie alternatywne nie zawsze chroni przed konsekwencjami
Najczęstsza sytuacja w mieście wygląda tak: jednym samochodem jeżdżą dwie albo trzy osoby z tego samego gospodarstwa domowego, a po sześciu tygodniach nikt nie potrafi z ręką na sercu powiedzieć, kto tamtego wtorku wracał z Ursynowa. W wystąpieniu Rzecznika Praw Obywatelskich, powołującym się na stanowisko doktryny prawa wykroczeń, wskazano, że wykonaniem obowiązku jest również wskazanie alternatywne, czyli podanie osób, spośród których jedna mogła kierować pojazdem w oznaczonym czasie. Taka odpowiedź nie jest odmową i nie powinna prowadzić do zarzutu z art. 96 § 3. Nie gwarantuje jednak spokoju, bo organ może prowadzić dalsze czynności i przesłuchiwać wskazane osoby, a przy czytelnym zdjęciu twarzy weryfikacja bywa prosta.
Zupełnie inną kwestią jest sytuacja, w której właściciel sam prowadził i wie o tym doskonale. Trybunał Konstytucyjny w wyroku z 12 marca 2014 r. (sygn. P 27/13) uznał art. 96 § 3 za zgodny z konstytucją, zastrzegając jednocześnie, że odpowiedzialność z tego przepisu jest wyłączona, gdy właściciel uchyla się od wskazania w ramach prawa do obrony. Część sądów tę linię przyjmuje, jak Sąd Okręgowy w Poznaniu w wyroku o sygnaturze IV Ka 510/19, ale jak zauważa „Rzeczpospolita”, większość składów prawa do obrony właścicielowi będącemu jednocześnie sprawcą nie przyznaje. Rzecznik Praw Obywatelskich domaga się w tej sprawie zmiany przepisów, argumentując, że obecne brzmienie nie zapewnia gwarancji wynikającej z zakazu samooskarżania. Wskazywanie osoby przypadkowej, byle wypełnić rubrykę, jest natomiast najgorszym z możliwych ruchów, bo świadome wprowadzenie organu w błąd to już zupełnie inny kaliber odpowiedzialności.
Firmy muszą wyznaczyć osobę do kontaktu z ITD
Gdy właścicielem lub posiadaczem pojazdu jest osoba prawna, jednostka samorządu terytorialnego, spółka kapitałowa w organizacji, przedsiębiorca niebędący osobą fizyczną albo podmiot w stanie likwidacji, informacji udziela osoba wyznaczona przez organ uprawniony do reprezentowania podmiotu na zewnątrz. Tak stanowi art. 78 ust. 5 Prawa o ruchu drogowym. Jeżeli firma nikogo nie wyznaczyła, obowiązek spada na osoby wchodzące w skład tego organu, zgodnie ze sposobem reprezentacji. Oznacza to, że grzywna za niewskazanie kierującego trafia do konkretnej osoby fizycznej, a nie do spółki, i to ona odpowiada własnym majątkiem.
Dla firmy z flotą praktyczny wniosek jest jeden: bez ewidencji użytkowania pojazdów nie da się odpowiedzieć na wezwanie w terminie. Karta drogowa, rezerwacja w systemie floty albo choćby prowadzony konsekwentnie arkusz z datami i nazwiskami rozstrzygają sprawę w kilka minut. Ich brak stawia wyznaczoną osobę przed wyborem między zgadywaniem a przyjęciem mandatu za niewskazanie, przy czym drugie rozwiązanie przy kilkunastu wezwaniach rocznie robi się kosztowne. Warto też pamiętać, że wyznaczenie osoby odpowiedzialnej za udzielanie tych informacji jest decyzją wewnątrz firmy i nie wymaga żadnej zgody urzędu.
Milczenie przenosi sprawę do sądu, a nie ją kasuje
Brak reakcji na wezwanie traktowany jest jako niewskazanie i uruchamia postępowanie z art. 96 § 3, w którym właściciel pojazdu staje się obwinionym. Sąd może wydać wyrok nakazowy bez rozprawy, a od takiego wyroku przysługuje sprzeciw w terminie 7 dni od doręczenia, po którym sprawa trafia na zwykłą rozprawę. Nie działa też liczenie na to, że listu się nie odbierze, bo doręczenie zastępcze przez awizo wywołuje takie same skutki jak odbiór osobisty. Realną granicą jest przedawnienie: karalność wykroczenia ustaje po roku od jego popełnienia, a jeżeli w tym czasie wszczęto postępowanie, po 2 latach.
Od kilku miesięcy w grze jest jednak argument, którego wcześniej nie było. Sąd Okręgowy w Katowicach w wyroku z 2 marca 2026 r. (sygn. III W 500/25/SK) uznał, że Inspekcja Transportu Drogowego nie jest uprawnionym oskarżycielem w sprawach o niewskazanie kierującego, ponieważ jej kompetencje obejmują ujawnianie przekroczeń prędkości i niestosowania się do sygnalizacji świetlnej, a nie ściganie właścicieli aut za brak odpowiedzi. Podobne rozstrzygnięcia zapadają w Krakowie, Zielonej Górze oraz w niektórych stołecznych sądach rejonowych, przy czym linia orzecznicza nie jest jednolita i nawet w tym samym sądzie okręgowym różne składy oceniają to inaczej. Po umorzeniu sprawy inspekcja może przekazać materiały policji, ale wtedy realnym problemem staje się dwuletni termin przedawnienia.
Prawnicy oceniają ten spór odmiennie. Jak powiedział profesor Andrzej Sakowicz z Uniwersytetu w Białymstoku w rozmowie z dziennikiem „Rzeczpospolita”, inspekcja ma jego zdaniem uprawnienie zarówno do nakładania grzywien z art. 96 § 3, jak i do kierowania wniosków o ukaranie, bo wezwanie właściciela do wskazania kierującego jest czynnością zmierzającą do ustalenia sprawcy wykroczenia mieszczącego się w zakresie kontroli ruchu drogowego prowadzonej przez ITD. Z kolei profesor Ryszard Stefański z Uczelni Łazarskiego w tej samej rozmowie zwrócił uwagę, że kompetencji organu nie można domniemywać i konieczna jest interwencja ustawodawcy, bo inaczej egzekucja grzywien będzie obarczona ryzykiem przedawnienia. Sama inspekcja stoi na stanowisku, że jej zakres działania określono nie tylko przedmiotowo, ale i podmiotowo, obejmując właścicieli oraz posiadaczy pojazdów, co wyjaśnił Adam Jasiński z ITD.
Co to oznacza dla warszawskich kierowców?
Dla mieszkańców Warszawy, gdzie fotoradary są szczególnie aktywne, temat jest niezwykle istotny. Wiele osób codziennie pokonuje trasy, na których urządzenia rejestrują wykroczenia, a później otrzymuje wezwania, które mogą zaważyć na domowym budżecie. Warto pamiętać, że odpowiedź na pismo z ITD jest obowiązkiem, a nie prośbą, a jej zignorowanie może kosztować znacznie więcej niż sam mandat za przekroczenie prędkości. Wskazanie alternatywne, choć nie zawsze kończy postępowanie, jest zdecydowanie lepszym rozwiązaniem niż milczenie, które automatycznie kieruje sprawę do sądu.
W obliczu rozbieżności w orzecznictwie sądów, warszawscy kierowcy powinni śledzić rozwój sytuacji prawnej, ale nie mogą na niej polegać w swoich indywidualnych sprawach. Najbezpieczniejszym rozwiązaniem jest rzetelne odpowiadanie na wezwania i prowadzenie ewidencji użytkowania pojazdów, zwłaszcza w firmach. To pozwala uniknąć nie tylko wysokich grzywien, ale także stresu związanego z postępowaniem sądowym. Informacje przekazał Główny Inspektorat Transportu Drogowego.
Komentarze (0)
Brak komentarzy. Bądź pierwszy!