Czy dym z hiszpańskich pożarów może dotrzeć do Warszawy?
Hiszpania mierzy się z jednym z najtrudniejszych sezonów pożarowych od lat, a nad Europą znów wraca pytanie, czy dym z Półwyspu Iberyjskiego może w końcu dotrzeć także do Polski. Do początku lipca spłonęło tam już ponad 62 000 hektarów, czyli około dwa i pół raza więcej niż rok wcześniej o tej samej porze.
Skala problemu jest duża, ale nie oznacza automatycznie, że dym ma prostą drogę do Warszawy. W poprzednich sezonach zanieczyszczone powietrze znad Hiszpanii i Portugalii bywało notowane we Francji, Wielkiej Brytanii, a nawet w Skandynawii, jednak dotychczas nie potwierdzono wyraźnego i bezpośredniego wpływu takich pożarów na jakość powietrza w Polsce.
Najgorszy sezon od dwóch dekad
Hiszpańskie władze mówią wprost o wyjątkowo trudnym roku. Tylko w lipcu służby odnotowały 15 dużych pożarów, w których zginęło 13 osób, a ministra obrony Hiszpanii Margarita Robles oceniła sytuację jako najpoważniejszą od dwudziestu lat. Najbardziej ucierpiały Galicja oraz Kastylia i Leon na północy kraju.
Tragiczny bilans zwiększył też osobny pożar w prowincji Almeria, gdzie życie straciło 12 osób. W Barcelonie padł z kolei rekord temperatury, który wyniósł 40,7 stopnia Celsjusza, a takie upały dodatkowo nasilają ryzyko szybkiego rozprzestrzeniania się ognia. Premier Pedro Sanchez wezwał do szerokiego porozumienia narodowego w sprawie walki ze zmianami klimatu.
To najgorsza sytuacja od dwudziestu lat.
Margarita Robles, ministra obrony Hiszpanii
Czy dym może przelecieć setki kilometrów?
Doświadczenia z poprzednich sezonów pokazują, że daleki transport dymu z Hiszpanii i Portugalii jest możliwy. Gęste smugi i podwyższone stężenia pyłu PM2,5 docierały już do Francji, Wielkiej Brytanii i Skandynawii, czyli na dystans liczony w tysiącach kilometrów. To oznacza, że przy odpowiednim układzie wiatrów dym nie zatrzymuje się wyłącznie nad krajem, w którym wybuchły pożary.
W przypadku Polski sytuacja wygląda jednak inaczej. Typowy układ wiatrów znad Atlantyku kieruje zanieczyszczenia przede wszystkim na północ, w stronę zachodniej Europy, a dopiero potem ewentualnie dalej na wschód. Warszawa znajduje się poza najczęstszym korytarzem takiego transportu, a odległość od Madrytu czy Lizbony, wynosząca około 2000-2500 kilometrów, sprawia, że dym zwykle zdąży się rozproszyć, zanim osiągnie wyczuwalne stężenie nad Polską.
Dlaczego Europa nie jest Ameryką Północną
Porównania do pożarów w Kanadzie i USA pojawiają się naturalnie, ale oba regiony działają w innych warunkach geograficznych. W Ameryce Północnej pożary obejmują ogromne, borealne lasy, a ich zasięg liczony jest w milionach hektarów rocznie. Do tego dochodzi mniejszy dystans do dużych miast w USA oraz układ wiatrów, który często sprzyja przenoszeniu dymu na południe.
W Europie taki scenariusz byłby dużo trudniejszy do zrealizowania. Potrzebne byłyby jednocześnie bardzo rozległe pożary, długo utrzymujący się wiatr z południowego zachodu oraz brak opadów, które pomagają oczyszczać atmosferę. Nawet wtedy mowa raczej o zjawisku wyjątkowym niż o regule, a dotychczasowe sezony pożarowe na Półwyspie Iberyjskim nie przyniosły w Polsce widocznego pogorszenia jakości powietrza.
- pożary w Hiszpanii i Portugalii mogą wysyłać dym na duże odległości,
- najczęściej zagrożone są kraje położone na zachodzie i północy Europy,
- Polska leży poza typowym szlakiem takiego transportu,
- zasięg dymu zależy od wiatru, opadów i skali samych pożarów.
Co to oznacza dla mieszkańców Warszawy i regionu
Dla lokalnej społeczności najważniejsza jest praktyczna strona sprawy: nawet jeśli dym znad Hiszpanii nie dotrze nad Polskę w wyczuwalnej formie, temat pokazuje, jak szybko sytuacja pogodowa i środowiskowa w Europie może się zmieniać. Mieszkańcy Warszawy powinni przede wszystkim śledzić bieżący stan powietrza, bo w praktyce większy wpływ na jakość oddychania mają zwykle krajowe źródła zanieczyszczeń, takie jak transport, ogrzewanie węglowe czy lokalne pożary.
Warto korzystać z aktualnych odczytów w portalach i aplikacjach monitorujących powietrze, bo to one najlepiej pokazują realną sytuację nad miastem. Jednocześnie nie można wykluczyć, że jeśli pożary w Hiszpanii będą się utrzymywać i zyskają jeszcze większą skalę, pojawi się słaby, krótkotrwały wpływ na jakość powietrza w Europie Środkowej - choć dotychczasowa historia takich przypadków nie potwierdza.
Na ten moment najważniejszy wniosek jest prosty: Hiszpania płonie w dramatycznej skali, ale dym z tamtejszych pożarów nie ma zwykle łatwej drogi aż do Warszawy. Sytuacja może się jednak zmieniać wraz z pogodą, dlatego kolejne doniesienia z Półwyspu Iberyjskiego warto obserwować na bieżąco. Informacje przekazano na podstawie danych hiszpańskich służb oraz wypowiedzi minister obrony Hiszpanii Margarity Robles i premiera Pedro Sanchez.
Komentarze (0)
Brak komentarzy. Bądź pierwszy!