Pomysł na emerytury bezdzietnych kobiet: Warszawa ucierpi najbardziej, 62% Polaków przeciw
Pomysł, by bezdzietne kobiety przechodziły na emeryturę w wieku 65 lat, podczas gdy matki kończyłyby pracę w 60, spotkał się z miażdżącym sprzeciwem – 62 proc. Polaków jest przeciwnych. Choć projekt ustawy nie powstał, dyskusja powróciła już drugi raz w ciągu miesiąca, a w Warszawie – mieście z najniższą dzietnością na Mazowszu – konsekwencje byłyby najbardziej odczuwalne.
Sondaż, który zamknął dyskusję
Instytut Badań Pollster na zlecenie „Super Expressu” przeprowadził badanie w dniach 16–17 lipca 2026 roku metodą CAWI na reprezentatywnej próbie 1021 dorosłych Polaków. Wynik nie pozostawia wątpliwości: 62 proc. ankietowanych sprzeciwiło się podwyższaniu wieku emerytalnego bezdzietnym kobietom, 27 proc. poparło taki pomysł, a 11 proc. nie miało zdania. Maksymalny błąd oszacowania wynosi około 3 proc.
Co istotne, pytanie zadano w momencie, gdy żaden projekt ustawy nie istnieje – nie ma uzasadnienia, harmonogramu ani konsultacji. Sama propozycja, bez formalnego umocowania, wywołała jednak silny opór społeczny. Redakcja „Super Expressu” skomentowała, że argumenty demograficzne nie przekonują Polaków, a hasło różnicowania wieku ze względu na status rodzicielski działa jak płachta na byka.
Skąd pomysł i dlaczego budzi konstytucyjne wątpliwości
Ideę rzuciła Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz, minister funduszy i polityki regionalnej z Polski 2050, 10 lipca 2026 roku w programie „Tłit” Wirtualnej Polski. Nie był to gotowy plan, lecz odpowiedź na pytanie o rentę wdowią. Stwierdziła wówczas, że kobiety posiadające dzieci powinny zachować emeryturę w wieku 60 lat, a bezdzietne – przechodzić na świadczenie tak jak mężczyźni, czyli w wieku 65 lat.
Zaznaczyła przy tym, że Polska 2050 nie przygotowuje projektu, bo wymagałoby to uzgodnień w koalicji.A jeżeli nie ma dzieci, a dzisiaj co druga kobieta młoda ma taki najczęściej wybór życiowy, że nie ma dzieci, to powinna mieć tak samo ustawiony system emerytalny jak mężczyźni
Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz, minister funduszy i polityki regionalnej
Do głosu szybko doszli prawnicy i instytucje. Radca prawny Katarzyna Wilczyk wskazała, że uzależnienie wieku od posiadania dzieci różnicuje sytuację nie tylko kobiet, ale też kobiet i mężczyzn – analogiczne uprawnienie nie objęłoby ojców. Tak daleko idące zróżnicowanie może naruszać zasadę równości wobec prawa (art. 32 Konstytucji) oraz równości kobiet i mężczyzn (art. 33). Konstytucjonalista prof. Ryszard Piotrowski uznał podział za sprzeczny z zakazem dyskryminacji. Z kolei prezes ZUS Liwiusz Laska zadał kluczowe pytanie:
Dodał, że karanie wyższym wiekiem emerytalnym nie podniesie dzietności, a nie wiadomo, gdzie postawić granicę – czy liczy się jedno dziecko, dwoje, czy każde kolejne miałoby skracać wiek.Co z kobietami, które nie mogą ich mieć?
Liwiusz Laska, prezes Zakładu Ubezpieczeń Społecznych
Warszawa – miasto, które zapłaci najwyższą cenę
Dane demograficzne dla stolicy są bezlitosne. Współczynnik dzietności w Warszawie spadł do 0,9 – to najniższy poziom na całym Mazowszu. Dla porównania, w powiatach szydłowieckim, gostynińskim i płockim wynosi on 1,0, a średnia wojewódzka to 1,15. W 2023 roku w Warszawie urodziło się 15 566 dzieci, a w 2024 już tylko 14 439 – co oznacza dalszy spadek liczby urodzeń i oznacza, że Warszawa byłaby szczególnie dotknięta ewentualną propozycją podwyższenia wieku emerytalnego dla bezdzietnych kobiet.
Eksperci ostrzegają, że takie rozwiązania miałyby nieproporcjonalny wpływ na miasta o niskiej dzietności, zwiększając nierówności i stawiając pytania o zgodność z prawem.
Komentarze (0)
Brak komentarzy. Bądź pierwszy!