Niedziela, 2 sierpnia 2026
Imieniny: Karina, Gustaw, Euzebiusz

Brytyjczycy uciekają z Wysp do Polski. „Sunday Times” pisze o nas jak o kraju sukcesu

Reklamuj sie w tym artykule

Jeszcze dwie dekady temu kierunek migracji był oczywisty: Polacy masowo wyjeżdżali do Wielkiej Brytanii za pracą i wyższą pensją. Dziś brytyjski tygodnik „The Sunday Times Magazine” opisuje zjawisko odwrotne – Brytyjczyków, którzy przeprowadzili się do Warszawy i Krakowa i nie zamierzają wracać. Wśród bohaterów reportażu Matthew Campbella są m.in. hydraulik z Cardiff, londyński pośrednik nieruchomości oraz 45-letnia kobieta, która zamieniła Londyn na stolicę Polski. Powody, jakie wymieniają, są zaskakująco przyziemne: praca, żłobek, transport, ceny i poczucie bezpieczeństwa na ulicy. To nie sentymenty, lecz konkretny rachunek ekonomiczny, który w ciągu ostatnich lat zmienił się na korzyść Polski.

Brytyjski hydraulik w Krakowie odwraca stereotyp sprzed dwóch dekad

Jack Power przyjechał do Krakowa w 2018 roku na wieczór kawalerski. W barze karaoke poznał Magdalenę, prawniczkę z tego miasta, dwa lata później byli małżeństwem, a on przeprowadził się do Polski. Dziś pracuje w swoim zawodzie i buduje tu życie rodzinne. Historia jest symboliczna, bo przez lata w brytyjskiej debacie publicznej funkcjonowała figura polskiego hydraulika – hasło wywoławcze do dyskusji o taniej sile roboczej ze Wschodu. Power sam korzysta z tej symboliki i w rozmowie z Wirtualną Polską podsumował to jednym zdaniem: „Wyspy oddały co najmniej jednego hydraulika. To ja”.

Na łamach „The Times” mówi wprost, że nie widzi okoliczności, w których wróciłby do Wielkiej Brytanii. Klienci przez kilka godzin rozmawiają z nim o remoncie i dopiero po jakimś czasie ktoś nie wytrzymuje i pyta o ten dziwny akcent. Jeden z nich zażartował, że Polska wysłała do Wielkiej Brytanii milion hydraulików, a w zamian dostała jednego. Power w Krakowie ceni zabytkowe uliczki, ale największe wrażenie robi na nim Warszawa, zwłaszcza gdy weźmie się pod uwagę, że została po wojnie odbudowana niemal od zera.

Żłobek, kolej i dostęp do lekarza – co Brytyjczycy chwalą w Polsce

Lista rzeczy, które Brytyjczycy chwalą w Polsce, układa się w konkretny rachunek domowy. Powtarzają się bezpłatny żłobek, tani transport publiczny i bilety kolejowe, czynsze, ceny jedzenia, kino i piwo w pubie. Do tego dochodzą warunki prowadzenia działalności gospodarczej i poziom bezrobocia, który w Polsce jest dziś jednym z najniższych w Europie, podczas gdy w momencie wejścia do Unii Europejskiej sięgał ponad 20%. Dla osoby, która zarabia w polskiej firmie i tu wydaje pieniądze, to różnica odczuwalna każdego miesiąca.

Osobne miejsce zajmuje ochrona zdrowia – obszar, w którym Polacy narzekają odruchowo. Keith Elder, pośrednik w obrocie nieruchomościami, który przeniósł się z Londynu do Krakowa, przyznaje, że standard leczenia w Polsce go zaskoczył i jest przekonany, że przy swoich problemach zdrowotnych nie otrzymałby równie szybkiej pomocy w ramach brytyjskiego NHS. Z kolei Kevin Aiston, który przyjechał z Londynu jeszcze w 1991 roku, uczył angielskiego, był strażakiem i gwiazdą polskiej telewizji, a dziś prowadzi restaurację w Mielcu, uważa, że skala przemian, jakie zaszły w Polsce, jest wręcz niewiarygodna, a kraj przez lata był za granicą niedoceniany. Nowym przyjezdnym radzi jedno: obserwować Polaków, spędzać z nimi czas i uczyć się języka.

Dystans do Wielkiej Brytanii skurczył się z 56 do 15 procent

Za tymi historiami stoi jedna z najszybszych konwergencji gospodarczych w Europie. Według Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju produkt krajowy brutto na mieszkańca liczony z uwzględnieniem różnic w poziomie cen był w 2025 roku w Polsce o 15% niższy niż w Wielkiej Brytanii. Dekadę wcześniej dystans wynosił 37%, a w 2004 roku, gdy Polska wchodziła do Unii Europejskiej, sięgał 56%. Innymi słowy przepaść, która w momencie akcesji dzieliła oba kraje, skurczyła się w ciągu dwóch dekad o trzy czwarte. Polska jest dziś szóstą gospodarką Unii Europejskiej i mieści się w trzeciej dziesiątce gospodarek świata, a jeszcze pod koniec lat 80. zmagała się z zapaścią i hiperinflacją.

Zmienia to również same kierunki przeprowadzek. Z danych Organizacji Narodów Zjednoczonych, opisujących liczbę osób urodzonych w Wielkiej Brytanii i mieszkających w Polsce, wynika wzrost z około 42 tys. w 2015 roku do 185 tys. w 2024 roku. Polska znalazła się w pierwszej dziesiątce kierunków wybieranych przez mieszkańców Zjednoczonego Królestwa, obok Australii, Stanów Zjednoczonych i Kanady. Równolegle rośnie liczba Polaków wracających z Wysp, a brytyjski urząd statystyczny ONS potwierdza zmianę charakteru migracji między oboma krajami. Saldo przepływu ludzi, przez dwadzieścia lat jednoznacznie korzystne dla Wielkiej Brytanii, odwróciło się.

Warszawa ściąga specjalistów z Zachodu do finansów i centrów usług

Stolica jest w tym obrazie miastem, które zmieniło kategorię. Z opracowania Głównego Urzędu Statystycznego, opartego na zestawieniu rejestrów administracyjnych, wynika, że na koniec 2025 roku przebywało w Warszawie 301 183 cudzoziemców, czyli 14,5% wszystkich osób obecnych w mieście. To najwięcej w Polsce w liczbach bezwzględnych. Wśród nich są wyraźne grupy obywateli Wielkiej Brytanii, Holandii, Niemiec i Francji, w większości specjalistów zatrudnionych w centrach usług biznesowych, sektorze finansowym, nowych technologiach i instytucjach międzynarodowych, czyli w branżach skoncentrowanych w Śródmieściu, na Woli i na Mokotowie.

To zupełnie inna migracja niż ta, którą stolica znała dwadzieścia lat temu. Do Warszawy nie przyjeżdża się dziś wyłącznie z powodów rodzinnych ani sezonowo, tylko na kontrakt, do biura z widokiem na wieżowce przy rondzie Daszyńskiego i z perspektywą kupienia mieszkania. Brytyjczycy opisywani przez „The Sunday Times Magazine” mówią o tym wprost: nie traktują Polski jako epizodu, tylko kupują nieruchomości, zakładają rodziny i planują tu zostać. Warszawa, którą jeszcze niedawno pokazywano na Zachodzie w kontekście historii, jest dla nich po prostu sprawnym, bezpiecznym i wygodnym miastem do życia.

Po brexicie przeprowadzka wymaga zezwolenia i karty pobytu

Jedna rzecz jest dziś trudniejsza niż w czasach, gdy przyjeżdżał Jack Power. Wielka Brytania opuściła Unię Europejską 31 stycznia 2020 roku na podstawie Umowy o wystąpieniu, a okres przejściowy trwał do 31 grudnia 2020 roku. Brytyjczycy, którzy korzystali z prawa pobytu w Polsce przed tą datą, są beneficjentami umowy i zachowali dotychczasowe uprawnienia, potwierdzane zaświadczeniem o zarejestrowaniu pobytu wydawanym na podstawie ustawy z 14 lipca 2006 r. o wjeździe na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej, pobycie oraz wyjeździe z tego terytorium obywateli państw członkowskich Unii Europejskiej i członków ich rodzin (Dz.U. z 2019 r. poz. 293 ze zm.).

Kto przyjeżdża dziś, podlega ustawie o cudzoziemcach i traktowany jest jak obywatel państwa trzeciego. Potrzebuje zezwolenia na pobyt czasowy, które wydaje w drodze decyzji wojewoda, a dla mieszkających w stolicy i na Mazowszu właściwy jest Mazowiecki Urząd Wojewódzki. Do tego dochodzą formalności związane z zatrudnieniem, czas oczekiwania na decyzję i konieczność osobistego stawiennictwa przy pobraniu odcisków palców. Drugą barierą pozostaje język, na co zwracają uwagę sami bohaterowie reportażu, a trzecią różnice kulturowe. Mimo to wszyscy oceniają bilans jednoznacznie: korzyści przeważają.

Najwięcej zyskuje ten, kto zacznie od języka

Dla Brytyjczyka planującego przeprowadzkę do Warszawy najważniejsza rada w całym reportażu nie dotyczy pieniędzy, tylko polskiego. Kevin Aiston, mieszkający tu od ponad trzydziestu lat, mówi o tym wprost, a Jack Power pokazuje, jak znajomość języka otwiera drzwi do codziennych relacji i pracy. Obaj podkreślają, że bez polskiego trudno o pełne zakorzenienie się w lokalnej społeczności.

Dla warszawiaków te historie to sygnał, że stolica stała się miejscem, do którego przyjeżdża się nie tylko z konieczności, ale i z wyboru. Obecność Brytyjczyków i innych specjalistów z Zachodu to nie tylko ciekawostka, ale realny wpływ na rynek nieruchomości, usługi i kulturę miejską. To także dowód, że polska gospodarka i jakość życia są dziś konkurencyjne w skali europejskiej.

W najbliższych latach można spodziewać się dalszego wzrostu liczby Brytyjczyków w Polsce, zwłaszcza w Warszawie i Krakowie. Jeśli utrzyma się obecne tempo konwergencji gospodarczej, a formalności po brexicie nie odstraszą kolejnych chętnych, trend ten będzie się umacniał. Dla lokalnych władz i przedsiębiorców to wyzwanie, ale i szansa na rozwój.

Informacje przekazał Główny Urząd Statystyczny oraz Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju.

Źródło: zobacz oryginał

Zgłoś poprawkę do redakcji

Jeśli zauważyłeś błąd merytoryczny, nieścisłość lub chcesz sprostować informację - napisz do nas. Twoje zgłoszenie trafi bezpośrednio do redakcji.

Odpiszemy na podany adres e-mail.
MJ

Magdalena Jurewicz

Redaktorka z 11-letnim doświadczeniem, opisuje ludzi, kulturę i miejskie historie Warszawy.

Więcej artykułów →

Komentarze (0)

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!