Bezdzietne kobiety na emeryturze później? Burza wokół pomysłu Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz
Bezdzietne kobiety miałyby przechodzić na emeryturę dopiero w wieku 65 lat - dokładnie tyle samo co mężczyźni. Taki pomysł przedstawiła Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz, a po jej wypowiedzi natychmiast wybuchła polityczna burza, szczególnie widoczna w Warszawie, gdzie dzietność spadła do zaledwie 0,9 dziecka na kobietę.
Pomysł rzucony w trakcie telewizyjnej dyskusji
Minister funduszy i polityki regionalnej odniosła się do wieku emerytalnego nie w formie projektu ustawy, ale podczas programu „Tłit” Wirtualnej Polski. Rozmowa dotyczyła innego tematu - propozycji podniesienia renty wdowiej zgłaszanej przez Lewicę - jednak Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz sama skierowała dyskusję na emerytury i różnice między kobietami a mężczyznami.
Jej zdaniem kobiety, które nie mają dzieci, powinny pracować tak długo jak mężczyźni. Jednocześnie minister zaznaczyła, że nie chodzi o gotowy projekt przepisów, lecz o otwarcie debaty. Wspominała też o mniej radykalnym wariancie, w którym za wysiłek rodzicielski można byłoby przyznawać dodatkowe punkty albo środki emerytalne.
„W tym roku wszyscy pracujący dopłacą 160 mld zł do emerytur innych ludzi”
Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz, minister funduszy i polityki regionalnej
Obecne przepisy i wcześniejsze zmiany
Obowiązujący dziś wiek emerytalny w Polsce wynosi 60 lat dla kobiet i 65 lat dla mężczyzn. Wynika to z ustawy o emeryturach i rentach z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych z 17 grudnia 1998 roku (Dz.U. z 2024 r. poz. 1631).
Wcześniej rząd Donalda Tuska podnosił wiek emerytalny do 67 lat dla obu płci, z rozpisaniem zmian aż do 2040 roku. Reforma została jednak cofnięta przez rząd PiS już w 2017 roku. Pełczyńska-Nałęcz argumentuje, że temat wraca, bo system emerytalny coraz mocniej obciąża pracujących, a koszty rosną szybciej, niż zakładano.
W programie „Tłit” minister zwracała uwagę, że część mężczyzn w ogóle nie dożywa momentu przejścia na emeryturę, mimo że pracują dłużej. W jej ocenie obecny model dodatkowo pogłębia nierówność: mężczyźni mają krótsze życie i jednocześnie dłuższy okres aktywności zawodowej.
Demografia uderza najmocniej w Warszawę
Temat nabiera szczególnego znaczenia w stolicy. W Warszawie współczynnik dzietności spadł do 0,9 dziecka na kobietę, podczas gdy w całym województwie mazowieckim wynosi 1,15. To najlepszy wynik w kraju, ale wciąż wyraźnie poniżej poziomu potrzebnego do prostej zastępowalności pokoleń, czyli 2,1.
Spadają też liczby urodzeń. W 2023 roku w Warszawie urodziło się 15 566 dzieci, a rok później już tylko 14 439. Jeszcze kilka lat temu stolica należała do czołówki dużych miast pod względem dzietności, a w latach 2015-2020 wypadała lepiej niż średnia krajowa. Ten trend wyraźnie się odwrócił.
Zmienia się także wiek, w którym kobiety decydują się na pierwsze dziecko. Średni wiek matki przy pierwszym porodzie wyniósł w 2025 roku 29,5 roku, podczas gdy 35 lat wcześniej było to 22,7 roku. W Warszawie coraz częściej pierwsze dziecko pojawia się po 30, 35, a nawet po 40 roku życia.
Reakcje polityczne i społeczny spór
Wypowiedź minister wywołała szybkie reakcje polityczne. Poseł PiS Marcin Warchoł napisał w serwisie X, że „uśmiechnięta koalicja uważa, że tylko matki mogą mieć wcześniej prawo do świadczeń”, sugerując dyskryminację kobiet bez dzieci. Z kolei Ewa Szymanowska, była polityczka Polski 2050, a obecnie posłanka Unii Centrum, zwracała uwagę na sytuację kobiet, które nie mają dzieci z powodów zdrowotnych.
Nawet w obozie rządzącym pojawił się dystans wobec tej zapowiedzi. Jakub Stefaniak podkreślił, że sama wypowiedź jednej z ministry nie oznacza jeszcze uruchomienia prac nad ustawą. Na tym etapie nie ma więc projektu legislacyjnego ani harmonogramu zmian - jest jedynie publiczna propozycja, która wywołała szeroką debatę.
Warszawa ma w tej sprawie szczególne znaczenie, bo to właśnie tu propozycja najmocniej dotyka realnych danych demograficznych. Stolica od lat próbuje wspierać młode rodziny, między innymi kontynuując finansowanie in vitro po wycofaniu programu przez poprzedni rząd, ale miejskie instrumenty nie są w stanie szybko odwrócić wieloletniego trendu spadku urodzeń.
Co to oznacza dla mieszkanek i mieszkańców
Na razie nic się nie zmienia, bo obowiązują przepisy z 1998 roku. Kobiety bez dzieci nie mają dziś innego wieku emerytalnego niż pozostałe kobiety, a wszelkie rozstrzygnięcia zależą wyłącznie od przyszłych decyzji ustawodawcy. Jednocześnie temat pokazuje, że spór o emerytury i dzietność coraz mocniej dotyka dużych miast, zwłaszcza Warszawy.
To ważne lokalnie, ponieważ w stolicy mieszka szczególnie dużo kobiet, których dotyczy niska dzietność, opóźnione decyzje o rodzicielstwie i rosnące koszty życia. Każda dyskusja o wieku emerytalnym w praktyce przekłada się więc nie tylko na finanse publiczne, ale też na codzienne wybory mieszkających tu rodzin.
Co będzie dalej
Na ten moment nie ma projektu ustawy, więc cała sprawa pozostaje polityczną zapowiedzią, a nie zmianą prawa. Jeśli temat wróci w oficjalnej formie, najbardziej prawdopodobnym momentem będą prace nad budżetem na 2027 rok. Do tego czasu warto śledzić kolejne wypowiedzi ministerstwa i reakcje koalicji.
- wieku emerytalnego kobiet nie zmieniono
- pomysł dotyczy kobiet bez dzieci
- w Warszawie dzietność spadła do 0,9
- w całej Polsce współczynnik dzietności wyniósł 1,068 w 2025 roku
Informacje pochodzą z wypowiedzi Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz w programie „Tłit” oraz z danych dotyczących demografii i systemu emerytalnego przytoczonych w materiale.
Komentarze (0)
Brak komentarzy. Bądź pierwszy!