Rekordowo niska Wisła w Warszawie. Czy mieszkańcom stolicy grozi brak wody w kranach?
W piątek, 7 sierpnia, wodowskaz na stacji Warszawa-Bulwary wskazał zaledwie 102 centymetry. To najniższy odczyt w historii tego punktu pomiarowego, który pobił dotychczasowy rekord z września 2025 roku, wynoszący 104 cm. Wisła w Warszawie cofnęła się do poziomu, przy którym w wielu miejscach koryta widać piaszczyste łachy, a mieszkańcy stolicy zadają sobie pytanie: czy przy tak niskim stanie rzeki może zabraknąć wody w kranie?
Odpowiedź brzmi: nie, nie zabraknie. Klucz do zrozumienia tej sytuacji leży bowiem nie na powierzchni rzeki, ale głęboko pod jej dnem. Ponad 70% wody pitnej dla Warszawy pochodzi z Wisły, ale nie jest czerpane bezpośrednio z nurtu, tylko z warstwy wodonośnej znajdującej się około 7 metrów pod korytem. To właśnie tam naturalne złoże piaszczysto-żwirowe działa jak ogromny filtr, oczyszczając wodę, zanim trafi ona do sieci.
„Gruba Kaśka” – unikatowa konstrukcja w sercu Wisły
Sercem warszawskiego systemu wodociągowego jest „Gruba Kaśka” – studnia infiltracyjna stojąca w samym nurcie Wisły. To jedyny tego typu obiekt w Europie usytuowany bezpośrednio w korycie rzeki. Woda pobierana jest za pomocą piętnastu perforowanych drenów, które rozchodzą się promieniście od studni, osiągając łączną długość blisko 2 kilometrów. Stamtąd surowa woda trafia do stacji uzdatniania „Praga” i „Filtry”, skąd – już oczyszczona – płynie do kranów mieszkańców.
Dzięki takiej konstrukcji dostępność wody nie zależy bezpośrednio od tego, ile centymetrów pokazuje wodowskaz na Bulwarach. Liczy się to, czy pod dnem rzeki wciąż płynie i przesącza się woda gruntowa, a nie sam poziom lustra wody na powierzchni. Nawet przy rekordowo niskim stanie Wisły proces infiltracji przez naturalne złoże piaskowe działa dalej, choć – jak pokazuje tegoroczna susza – wymaga to znacznie więcej pracy ze strony samych wodociągów niż w normalnych warunkach.
„Chude Wojtki” pracują w systemie 12-godzinnym, nawet w niedziele
Niski stan Wisły nie oznacza więc ryzyka przerwy w dostawach, ale realnie obciąża infrastrukturę utrzymującą ujęcia w sprawności. Za dno rzeki nad drenami odpowiadają pływające spulchniacze hydrauliczne, żartobliwie nazywane „Chudymi Wojtkami”. Ich zadaniem jest płukanie i spulchnianie osadu, żeby warstwa filtracyjna nad rurami zachowała odpowiednią przepuszczalność. Już kilka lat temu wodociągi przyznawały, że przy niskim stanie Wisły praca jednostek pływających odbywa się w systemie 12-godzinnym, z niedzielami włącznie.
Drugim, niezależnym od Wisły źródłem wody dla stolicy jest Jezioro Zegrzyńskie, pokrywające obecnie około 30% zapotrzebowania miasta. W razie poważniejszych problemów z ujęciami wiślanymi system pozwala częściowo przesunąć obciążenie między obydwoma źródłami. To ważny element bezpieczeństwa wodnego Warszawy, który w sytuacjach kryzysowych może okazać się kluczowy.
Rekord, ale z pewnym zastrzeżeniem
Warto przy tym wiedzieć, że tegoroczny rekord nie jest w pełni porównywalny z odczytami sprzed 2025 roku. IMGW-PIB wraz z Wodami Polskimi zmieniło w ubiegłym roku rzędną „punktu zero” wodowskazu na stacji Warszawa-Bulwary w celach modernizacyjnych, więc obecne centymetry nie przekładają się wprost na wcześniejszą skalę pomiarową. Sam fakt, że rzeka jest dziś wyjątkowo płytka, pozostaje jednak niepodważalny – widać to gołym okiem na warszawskich bulwarach, nawet bez znajomości technicznych niuansów wodowskazu.
Dla mieszkańców Warszawy oznacza to przede wszystkim jedno: mimo rekordowo niskiego stanu Wisły, woda w kranach nie zniknie. System oparty na infiltracji i rezerwowym źródle w Jeziorze Zegrzyńskim jest przygotowany na takie sytuacje. Jednak tegoroczna susza pokazuje, że utrzymanie sprawności infrastruktury wymaga ciągłej pracy i nakładów – a to temat, który powinien interesować każdego, kto korzysta z wodociągów w stolicy.
Informacje przekazały Miejskie Wodociągi i Kanalizacja w Warszawie oraz IMGW-PIB.
Komentarze (0)
Brak komentarzy. Bądź pierwszy!